Nawigacja

Patron generalny

Szczególnie polecamy

Przyjaciele

SRH Big Red One

Muzeum Armii Krajowej

Telewizja Polska SA

TVN Discovery Historia

Małopolski Instytut Kultury

Informacje o albumie

09_manewry_spytkowice.jpg
Album: Manewry Sekcji Niemieckiej Listopad 2009
28 Infanterie Regiment - Sekcja Niemiecka SRH Wrzesień 39 jak co roku postanowiła zorganizować jesienno - zimowe manewry kończące sezon rekonstrukcyjny 2009 i jednocześnie przygotowawcze do kolejnego sezonu roku 2010. Tym razem obiektem naszych działań stała się wieś Spytkowice koło Nowego Targu, gdzie na swoje Ranczo zaprosił nas jeden z Członków naszej Grupy. Piękne lasy, góry, cudowne powietrze i niezwykle przejrzyste niebo nocą nie pozwalały zastanawiać się nam nad wyborem miejsca zbyt długo.



Tym razem, zważywszy na zimną górską pogodę obraliśmy dość nietypowy teatr naszych działań. Przełom stycznia i lutego 1943 roku na obrzeżach miasta nad Wołgą - Stalingradu uznaliśmy za najlepiej dopasowany do tegorocznych ćwiczeń. Mimo że nie było zimy, śniegu i 40 stopniowego mrozu zapragnęliśmy przeżyć chociaż namiastkę tego co doświadczyli żołnierze 6 Armii Feldmarszałka Paulusa. Jednocześnie bardzo zależało nam na wypróbowaniu w warunkach polowych naszego nowego – późno wojennego umundurowania.



Plan był prosty. 24 godziny w terenie. Zero cywilizacji, polegamy wyłącznie na sprzęcie rekonstrukcyjnym - oczywiście niemieckim, na racjach żywnościowych dopasowanych kalorycznie do tych wydawanych żołnierzom 6 Armii. Cały dzień i całą noc. Udało się, a relację z wielką przyjemnością mam zaszczyt zamieścić poniżej.



Wyruszyliśmy ze Spytkowic około godziny 8.00 rano, zaraz po apelu i odczytaniu rozkazu. Mieliśmy przebyć piechotą dystans około 10 - 13 kilometrów w pełnym umundurowaniu i wyposażeniu, w szyku ubezpieczonym, omijając otwarte przestrzenie, a w przypadku gdy było to niemożliwe, przekroczyć je najbezpieczniej jak się da. Mieliśmy do dyspozycji kablową łączność, karabin maszynowy MG34 w wersji ciężkiej oraz żołnierza Propagandakompanie który dokumentował naszą wyprawę. Grozę wzbudzał fakt iż Oberkommando der Wehrmacht poinformowało naszego Dowódcę o radzieckim szpiegu w naszym małym oddziale. Każdy z naszych żołnierzy musiał liczyć się z tym faktem i patrzeć nawet najbliższym towarzyszom broni na ręce. Szpieg starał się za wszelką cenę pokrzyżować nam plany i utrudnić nasz marsz jednocześnie nie zdradzając swojej tożsamości. Pogoda była piękna, zdecydowanie nie stalingradzka, dlatego kurtki zimowe szybko zrobiły się ciężkie od naszego potu, a telefony polowe, kabel je łączący i całe nasze wyposażenie mocno na nas ciążyły. Było trudno. Woda w manierkach szybko się kończyła, szczęśliwie rzek było sporo i na bieżąco ją uzupełnialiśmy. Po około 13 km marszu udało nam się dotrzeć do miejsca gdzie mogliśmy bezpiecznie rozbić obóz który miał być naszym punktem wypadowym, obronnym i miejscem gdzie mieliśmy bezpiecznie przebyć zapowiadającą się na chłodną noc. Każdy z nas postawił swój namiot z zelty. Przygotowaliśmy wysunięte stanowisko Karabinu Maszynowego - doskonale zakamuflowane, połączone z obozowiskiem łącznością. Było ono oddalone od naszego obozu o około 50 metrów. Rozpaliliśmy ognisko i nazbieraliśmy drewna na opał. Staraliśmy się przygotować do chłodnej nocy najlepiej jak się tylko dało. Zarówno miejsce obozowania jak i izolację naszych ciał.



W międzyczasie czekały nas liczne niespodzianki. Gdzieniegdzie słychać było odgłosy warkotu radzieckich motorów które często przejeżdżały obok nas, wyraźnie poinformowane o naszej obecności w okolicy, ale byliśmy na tyle dobrze zamaskowani że nie udało im się nas odnaleźć. W pewnym momencie Dowódca wysłał jednego ze swoich ludzi na rekonesans, by sprawdził jak wygląda okolica i czy jesteśmy wystarczająco bezpieczni.



Po godzinie od momentu gdy owy żołnierz wyruszył usłyszeliśmy potężny huk.
Dwóch żołnierzy natychmiast ubrało się w pełne oporządzenie i wyruszyło na poszukiwania kolegi. Długo go szukali i równie długo wracali niosąc go na własnych ramionach. Młody chłopak nadział się na radziecką pułapkę w postaci potykacza. Odłamki w plecach i poszarpana noga nie wróżyły nic dobrego. Dopiero w obozie go opatrzyliśmy, tamując krew. Dowódca nakazał zwinięcie obozu nad ranem bo dłuższe oczekiwanie mogło zabić naszego kolegę. Noc była niezwykle zimna. O ile ciepłe kurtki chroniły nasze ramiona i klatki piersiowe o tyle sukienne spodnie mundurowe nie chroniły zbyt dobrze naszych nóg, a buty marszowe zupełnie nie nadawały się do tego typu teatru działań. Ciągle mieliśmy wrażenie że mamy mokre stopy i było nam okropnie w nie zimno. Racje żywnościowe w postaci:

- Dwie kulki prawdziwej koniny

- 1 cebula

- 1 marchew

- 3 kostki cukru

- 2 papierosy

- 9g kawy

to nie było dużo i szybko się skończyły. Byliśmy głodni i zmarznięci. Szczęśliwie zdobyczna butelka nalewki poprawiała nam jako tako humor. Ogień podtrzymywaliśmy całą noc. Przy ognisku było jeszcze jakoś znośnie, ale warty przy stanowisku MG34 to był prawdziwy koszmar. Zero światła, zero ciepła i groźba zbliżającego się wroga mocno nas wykańczały zarówno fizycznie jak i psychicznie. Było bardzo ciężko.



Zbliżała się godzina 6.00 rano, zaczęło się przejaśniać. Czas wracać do punktu skąd wyruszaliśmy. Wszyscy byli bardzo zmęczeni. Słabo spali tej nocy.

Zwinęliśmy obóz i stanowisko MG. Wyruszyliśmy do domu. Znów w szyku ubezpieczonym, często z modlitwą na ustach wracaliśmy do domu. Około godziny 8.00 nad ranem, czyli o tej o której wyruszaliśmy dnia poprzedniego powróciliśmy. Chłopaki spisali się na medal. Przeżyliśmy wspaniałą przygodę...



... jednocześnie wielu z nas podczas tej wyprawy zastanawiało się jak radzili sobie żołnierze pod Stalingradem muszący znosić znacznie gorsze warunki. Byliśmy pełni trwogi i szacunku dla sił natury, jednocześnie - byliśmy pełni współczucia dla tych ludzi którzy walczyli pod Stalingradem, zarówno po stronie niemieckiej jak i radzieckiej.



To jednak nie był koniec naszych manewrów. Po powrocie położyliśmy się oczywiście na zasłużony odpoczynek, już w ciepłych łóżkach, ale zaledwie po 4 godzinach snu, znów zmuszeni byliśmy wstać na równe nogi, by nie trwonić wspólnego czasu.



Rozpoczęła się teoretyczna część naszych manewrów, gdzie do późnych godzin wieczornych ćwiczyliśmy musztrę z bronią, chodzenie, tupanie oraz przede wszystkim taktykę która niezwykle przyda nam się podczas imprez rekonstrukcyjnych w sezonie 2010 roku.



Jednocześnie śmiem pokusić się o stwierdzenie, że jesteśmy pierwszą Grupą Rekonstrukcyjną która zdecydowała się zorganizować tak ciężkie fizycznie manewry jesienno - zimowe w tak trudnym terenie i jednocześnie - tak długie. Napawa nas to ogromną dumą. Mimo tych ciężkich warunków, żaden z nas nie narzekał i wszyscy zgodnie odpowiadają że chcą powtórki w przyszłym roku. Do zorganizowania podobnych manewrów zachęcamy wszystkie Grupy Rekonstrukcyjne. To doskonały sposób na integrację we własnym gronie oraz wielkie wrażenia których ten tekst nie odzwierciedli nawet w małym stopniu.



Pozdrawiam

Gohan
Liczba zdjęć: 111
Wygenerowano w sekund: 0.08
796,572 Unikalnych wizyt