Historia 1 Pułk Ułanów Krechowieckich im. Płk. Bolesława Mościckiego

24 sierpnia 1939r. w 1 Pułku Ułanów Krechowieckich rozpoczęto mobilizację alarmową, którą jeszcze tego samego dnia ukończono dzięki wzorowemu stawiennictwu rezerwistów. Jedyne problemy nastąpiły przy poborze koni. Wynikały one z faktu iż Krechowiacy musieli brać ich znacznie więcej niż przewidywał elaborat mobilizacyjny i całą nadwyżkę przekazywać na rzecz suwalskich pułków ( 3 pułk szwoleżerów, 2 pułk ułanów, 41 p. p ), którym doskwierał w tym względzie poważny niedobór. Stawiennictwo koni było co prawda dobre ale materiał koński na Suwalszczyźnie był na ogół słaby jakościowo co zmuszało do intensywnego „przebierania” na które czasu było niewiele. Ułani z Augustowa do dnia 28 sierpnia uporali się jednak z tym problemem. Tak więc na trzy dni przed wybuchem wojny pułk osiągnął pełną gotowość bojową. Jego skład przedstawiał się następująco:

Dowódca pułku ppłk Jan Litewski
Zastępca dowódcy ppłk Karol Anders
Kwatermistrz kapitan intendentury Jarmołowicz Tomasz
Adiutant rtm Michał Jaczyński
Oficer ordynansowy por Konstanty Barański
Oficer informacyjny rtm Wincenty Chrząszczewski
Oficer broni gazowej rtm Janusz Komorowski
Dowódca szwadronu gospodarczego por Jerzy Rożałowski
Szef szwadronu gospodarczego st. wchm Henryk Sternicki
Oficer Żywnościowy Chor Alfons Wagnowski
Płatnik st. wchm Paweł Bandała
Lekarz por. lek. dr Augustynowicz
Lekarz Weterynarii Henryk Szklarczyk
Kapelan Ks. Kapelan Klebanowski
Szef Kancelarii wchm Józef Woźniak

Dowódca 1 szwadronu rtm Mineyko Tomasz
Dowódca I plutonu por Zbigniew Rymaszewski
Dowódca II plutonu por Henryk Michalik
Dowódca III plutonu ppor. rez. Przemysław Kowalski
Szef szwadronu wchm Andrzej Sprogis

Dowódca 2 szwadronu rtm Wincenty Chrząszczewski
Dowódca I plutonu ppor Antoni Burlingis
Dowódca II plutonu ppor. rez. Ostoya Ostaszewski
Dowódca III plutonu ppor. rez. Paweł Górski
Szef szwadronu wchm Józef Huszcza

Dowódca 3 szwadronu rtm Konrad Zaremba
Dowódca I plutonu ppor Franciszek Fudakowski
Dowódca II plutonu ppor. rez. Włodzimierz Sołowski
Dowódca III plutonu ppor Kazimierz Wierzbański
Szef szwadronu wchm Bernard Wróblewski

Dowódca 4 szwadronu por. rez. Tadeusz Pietraszewski
Dowódca I plutonu por Zygmunt Nowiński
Dowódca II plutonu ppor. rez. Ryszard Manteuffel
Dowódca III plutonu ppor. rez. Jaxa Dembicki
Szef szwadronu st. wchm Teodor Grabski

Dowódca szwadronu ckm rtm Jan Zagórski
Dowódca I plutonu ppor Jan Malanowski
Dowódca II plutonu ppor. rez. Jerzy Iwanowski
Dowódca III plutonu ppor. rez. Władysław Goetz
Szef Szwadronu st. wchm Józef Kusiński

Dowódca plutonu przeciwpancernego por Lech Filipczuk

Dowódca plutonu kolarzy ppor Jan Warnke
Tamże ppor. rez. Grabiński

Dowódca plutonu łączności por Andrzej Czaykowski

W sumie:
36 oficerów i około 806 szeregowych.

Koni w pułku było 850
W poszczególnych pododdziałach charakteryzowały się one następującą maścią:
1 szwadron – jasno gniade
2 szwadron – gniade
3 szwadron – gniade
4 szwadron – ciemne i skarogniade
Szwadron ckm ( oraz pluton p-panc ) – skarogniade i kare
Pluton łączności – gniade i odmastki
Pluton trębaczy ( na czas wojny rozdzielony pomiędzy poszczególne szwadrony ) – siwe i szpaki

Na uzbrojeniu pułku znajdowało się:
108 lanc ( w trakcie kampanii nie użyto ich ani razu, już w pierwszych dniach września złożono je w taborach )
ponad 600 szabel ( rzut bojowy )
około 600 karabinków kawaleryjskich ( rzut bojowy )
12 ckm-ów
18 rkm-ów
13 karabinów p-panc
4 działka p-panc

Od 28 do 31 sierpnia organizowały się jego nadwyżki, które odesłano potem do Białegostoku a 11 września do Wołkowyska. Pomimo ogłoszenia mobilizacji alarmowej a następnie powszechnej wielu spośród oficerów i żołnierzy pułku nie wierzyło, że wojna naprawdę wybuchnie. W te ostatnie szczególnie „gorące” dni sierpnia 1939 r. wszystko zdawało się wskazywać, że kryzys między Polską a Niemcami sięgnął już szczytu i z wolna będzie przygasać. Rtm. rez. Tadeusz Pietraszewski wspomina, że jeszcze 31 sierpnia był świadkiem rozmowy telefonicznej pomiędzy Ppłk. Jana Litewskiego a redaktorem Budkiewiczem z Warszawy, który sugerował, że nastąpiło pewne odprężenie i wojny przynajmniej w najbliższym czasie nie będzie.
Niestety następny dzień nie pozostawił już żadnych złudzeń. 1 września o godzinie 5.45 alarm zerwał ułanów z łóżek. Pododdziały pułku zostały natychmiast wyprowadzone do pobliskiego lasu. Wkrótce na stację kolejową Augustów i koszary Krechowiaków spadł grad bomb. Nalotu dokonało około 28 samolotów Luftwaffe. Ogień do nich prowadziły pułkowe ckm-y oraz bateria działek p-lot Suwalskiej BK. Dzięki odpowiednio wczesnej reakcji i ukryciu wojska w lesie krechowiacy nie ponieśli w jego wyniku strat.
Wieczorem 1 Pułk Ułanów Krechowieckich opuścił rejon Augustowa udając się około 23.30 w stronę nadleśniczówki Szczebra dokąd dotarł już nocą 2 września. W tej okolicy pozostał do 17.30 kiedy to otrzymał rozkaz wymarszu w kierunku miejscowości Kurianka.
Nocą 2/3 września I pluton 4 szwadronu dowodzony przez por Nowińskiego dokonał udanego wypadu na miejscowość Turowo ( Awersberg ) obrzucając granatami tamtejszy budynek straży granicznej. Podobnął akcję przeprowadził I pluton 2 szwadronu por Burlingisa na posterunek niemiecki w Zocie ( Kechlensdorfie ). Z obu wypadów ułani powrócili bez strat i w świetnym nastroju.
Były to jedyne walki jakie przyszło stoczyć żołnierzom pułku na terenie Suwalszczyzny. Już 4 września cała Suwalska Brygada Kawalerii otrzymała rozkaz opuszczenia tych terenów i wymarszu w kierunku południowo-zachodnim ( na Zambrów ) dla wzmocnienia sił broniących linii Narwi. W celu uniknięcia nalotów ze strony nieprzyjaciela oddziały brygady przemieszczały się nocą za dnia zapadając w lasy i ściśle przestrzegając zasad biernej obrony przeciwlotniczej. Czyniły to na tyle skutecznie, że na prawie 6 dni nieprzyjaciel zupełnie stracił brygadę z oczu.
Pułk maszerował przez lasy Cisów, Lasy Knyszyńskie, Tykocin rankiem 8 września
10 września Krechowiacy pierwszy raz w tej kampanii weszli do walki całością posiadanych sił. Otrzymali wówczas wspólnie z 3 pułkiem szwoleżerów rozkaz pobicia oddziału wydzielonego dywizji pancernej Kempf, który związał walką odwody 18 DP ( 4 bataliony piechoty ). Sytuacja ta stanowiła poważny problem dla dowódcy dywizji płk. Kosseckiego gdyż w przypadku wystąpienia jakiegokolwiek kryzysu na odcinku dywizji uniemożliwiała w praktyce szybką i skuteczną reakcję. Taki stan rzeczy musiał zostać zażegnany.
W tym celu pułk uderzył na miejscowość Choromany Witnice zajętą przez nieprzyjaciela. Na czele szły szwadrony 1 i 4 z plutonem ckm prowadzone przez rtm Jaczyńskiego. Lewe skrzydło ubezpieczał 2 szwadron wzmocniony działonem p-panc i drużyną ckm. Odwód stanowił 3 szwadron. Atak spieszonych kawalerzystów osiągnął pełne zaskoczenie. Znajdujący się we wsi SS-mani opuścili ją w popłochu porzucając kilka samochodów ciężarowych wyładowanych benzyną, amunicją i żywnością oraz jeden łazik. Ułani idąc za ciosem kontynuowali natarcie w kierunku miejscowości Piski. Aby ich powstrzymać Niemcy rzucili do kontrataku 8 samochodów pancernych. Dwa z nich rozbił działon p-panc, trzeci otrzymał trafienie w wieżę z karabinu p-panc i straciwszy przypuszczalnie dowódcę wycofał się z pola walki. Kolejny z pośród samochodów pancernych miał odkryty przedział bojowy i dowodzący nim porucznik zginął trafiony kulą karabinową, widząc to reszta jego załogi prawdopodobnie uciekła. Pod wrażeniem skuteczności polskiego ognia do którego włączyła się również wspierająca atak ułanów 1 bateria 4 DAK-u reszta pojazdów pancernych nieprzyjaciela wycofała się. Kontynuując natarcie kawalerzyści uderzyli na Piski gdzie doszło do gwałtownej walki wręcz z wycofującymi się Niemcami podczas której górę wzięli zdecydowanie atakujący Krechowiacy. Część SS-manów poległa większość jednak uciekła bądź trafiła do niewoli. Ułani zdobyli baterię haubic 105 mm ( 4 sztuki ) której Niemcy nie zdołali wycofać. Wieczorem po 8 godzinnej walce pułk cofnął się na pozycje wyjściowe do lasów w rejonie Koskowa. Przy stracie 11 rannych Krechowiacy zniszczyli 3 samochody pancerne, 4 działa, kilka ciężarówek, łazik oficerski, zabili dwóch oficerów ( jednego na pewno a jednego prawdopodobnie ), trudne są dziś do określenia straty ludzkie poniesione przez Niemców podczas tego boju. Można je szacować na co najmniej kilkunastu zabitych. Wzięto też o czym już była mowa pewną ilość jeńców trudną dzisiaj do sprecyzowania.
Także 3 pułk szwoleżerów nacierał tego dnia z powodzeniem co wspólnie z sukcesem Krechowiaków sprawiło, że zadanie brygady zostało w pełni wykonane. Odwód 18 DP odzyskał swobodę działania a nieprzyjaciel za cenę niewielkich strat został pobity i odrzucony. Dowódca wspomnianej dywizji płk Roman Kossecki bardzo chwalił brygadę i jej dowódcę za przeprowadzone natarcie.
Walka stoczona przez 1 Pułk Ułanów Krechowieckich 10 września miała dla jego żołnierzy duże znaczenie, większość z nich pierwszy raz zetknęła się z nieprzyjacielem i dzięki odniesionemu zwycięstwu przekonała się, że „nie taki diabeł straszny jak go malują”. Przeciwnik z którym przyszło się tego dnia zmierzyć ułanom dysponował siłą ognia większą niż ich pułk co więcej posiadał wsparcie broni pancernej pomimo tego jednak uległ w boju. Podbudowało to dodatkowo i tak wysokie morale kawalerzystów.
11 września przed pułkiem postawiono jeszcze trudniejsze zadanie. Miał on wesprzeć
szturm 18 DP na zajęty przez Niemców Zambrów atakując go od południa. W samym mieście znajdowała się 20 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej. W Czyżewie leżącym na południe od Zambrowa przebywały wówczas oddziały 10 Dywizji Pancernej. Pierwszy etap zadania postawionego przed 1 pułkiem ułanów oraz 3 pułkiem szwoleżerów polegał na opanowaniu odcinka szosy Zambrów-Czyżew a co się z tym wiąże przecięciu komunikacji między obydwiema wielkimi jednostkami wermachtu, zlikwidowaniu prawdopodobnej kontrakcji ze strony Niemców i zajęciu podstaw wyjściowych do natarcia na 20 Dywizję Piechoty Zmotoryzowanej od południa.
Już o godzinie 04.00 nad ranem 1 pułk ułanów dotarł do lasu w okolicy Długobórza. Następnie spieszył się w rejonie folwarku Wądołki Borowe pozostawiając koniowody w lesie na południe od niego.
Wzmocniony 2 działonami p-panc i drużyną ckm 1 szwadron rtm Mineyki obsadził północny skraj Długobórza Szlacheckiego zajmując stanowiska frontem ku 20 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej. Z kolei 4 szwadron rtm Pietraszewskiego ( bez 3 plutonu ) wraz z przydzielonymi działonem p-panc i drużyną ckm wkroczył do Długobórza Chłopskiego usadawiając się na południowym krańcu wsi frontem ku oddziałom 10 Dywizji Pancernej mogącym nadjechać z kierunku Czyżewa. 3 pluton tegoż szwadronu ugrupował się na rozwidleniu dróg Długobórz Szlachecki Wądołki Bućki z zadaniem obserwacji przedpola.
2 szwadron rtm Chrząszczewskiego wraz z drużyną ckm i kolarzami zajął stanowiska w Wądołkach Borowych ubezpieczając pułk na kierunku południowo zachodnim.
3 szwadron rtm Zaremby, szwadron ckm bez jednego plutonu rozdzielonego między poszczególne szwadrony, 1 działon p-panc oraz drużyna pionierów stanęły jako odwód dowódcy pułku w lesie na wschód od Wądołek Borowych.
O godzinie 06.30 wszystkie pododdziały były już na wyznaczonych stanowiskach pomiędzy którymi rozwinięto łączność telefoniczną. Stanowiska zajęte przez pułk spowijała gęsta mgła poważnie utrudniająca orientację. Zaczynała ona co prawda rzednąć, następowało to jednak bardzo powoli. Wśród ułanów panowała niemal grobowa cisza połączona z wyczekiwaniem na to co przyniesie rozpoczynający się kolejny dzień zmagań. Wszelkie rozmowy prowadzono szeptem.
Około godziny 07.00 padły pierwsze strzały. Od strony Zambrowa nadjechał patrol motocyklistów ułani 1 szwadronu otworzyli do nich ogień w efekcie, którego trzech zwiadowców zginęło. Dwóm pozostałym udało się jednak na czas zawrócić maszyny i pomknąć z powrotem w północnym kierunku. Wkrótce pod tym zdarzeniu z lasu na północ od Długobórza Szlacheckiego wyłoniła się kolumna wyładowanych niemiecką piechotą ciężarówek zmierzająca wprost na stanowiska zajmowane przez szwadron rtm Mineyki. Na reakcję z polskiej strony nie trzeba długo czekać. 4 czołowe samochody kolumny zostały rozbite z działek p-panc resztę unieruchomiły serie z ckm-ów. Ze zniszczonych i uszkodzonych wozów wysypała się piechota w mundurach feldgrau szukająca schronienia przed ostrzałem w przydrożnych rowach i wszelkich zagłębieniach terenu. Niebawem nadciągneły kolejne ciężarówki z niemiecką piechotą. Ogień ze stanowisk 1 szwadronu zmusił je co prawda do odwrotu z powrotem w las ale ich „pasażerowie” powyskakiwali z wozów obsadzając jego skraj. Wymiana ognia między obrońcami i atakującymi stawała się coraz bardziej intensywna. Na prośbę rtm Mineyki ppłk Litewski wzmocnił obronę Długobórza Szlacheckiego plutonem ckm z odwodu. Pluton ten zajął stanowiska na północno-wschodnim skraju wsi z których otworzył ogień do Niemców kryjących się w rowach i rozmieszczonych na skraju lasu. Celne serie z ckm-ów w połączeniu z ogniem 1 szwadronu zmusiły przeciwnika do odwrotu.
W tym czasie również 4 szwadron wszedł do walki. Prosto na jego stanowiska nadjechała bowiem z kierunku Czyżewa kolumna 5 ciężarówek z piechotą. Na jej czele sunęły 3 czołgi. Celny ogień działka przeciwpancernego rozbił je wszystkie po kolei. Dwa z nich zapaliły się. Trzeci po otrzymaniu trafienia stanął. Wyeliminowawszy czołgi działko przeniosło ogień na ciężarówki zawtórował mu ckm. Wkrótce również i one zapłonęły. Wyskakujący z nich Niemcy padali gęstym trupem rażeni celnymi strzałami tak z broni maszynowej jak i indywidualnej. Oddział wermachtu w sile najprawdopodobniej dwóch plutonów piechoty zmotoryzowanej wzmocnionych bronią pancerną został rozbity. Na odcinku zajmowanym przez szwadron rtm Pietraszewskiego na chwilę zapanował względny spokój.
Nie trzeba było jednak długo czekać na kolejną próbę ze strony Niemców. Wkrótce oczom ułanów ukazała się kolumna samochodów ciężarowych oznaczonych czerwonym krzyżem jadąca szosą wprost na ich stanowiska. Na chwilę zapanowała konsternacja. Co robić?
Czy aby to nie jest kamuflaż?...w jakim celu wysłano kolumnę sanitarną w tym kierunku? Przecież kierunek na północ nie jest właściwy dla ewakuacji rannych Niemców.
Tym bardziej, że z pewnością zdawali oni sobie sprawę z tego że w Długobórzu Chłopskim są oddziały polskie. Wszelkie wątpliwości przerwała komenda:
Ognia!
Gdy przeciwnik był w odległości 400 m padły pierwsze strzały, na ich odgłos z samochodów powyskakiwali uzbrojeni niemieccy piechurzy. Okazało się, że faktycznie nie wiozły one rannych. Serie z broni maszynowej szyły gęsto po niemieckich piechurach i ich pojazdach. Wtórował im ogień mauserów i działka p-panc, które zniszczyło jadący na końcu kolumny czołg. Kolejny oddział zmotoryzowanej piechoty prawdopodobnie również w sile dwóch plutonów został zupełnie rozbity. Ocalało z niego zaledwie 3 niemieckich żołnierzy, których wzięto do niewoli.
Wkrótce po tych niepowodzeniach Niemcy obłożyli ogniem ckm-ów i granatników stanowiska 1 i 4 szwadronu. Krechowiacy nie pozostawali im dłużni, również nękając przeciwnika ogniem broni maszynowej. Brak broni stromotorowej w pułkach kawalerii polskiej dawał co prawda przewagę stronie przeciwnej. Ale ułani nie stali w cale na straconych pozycjach. Rozbili 4 czołgi, ponad 15 samochodów ciężarowych, jeden łazik oficerski oraz 3 motocykle. Wybito też w sumie około kompanii niemieckiej piechoty. Pozwalało to wierzyć w pomyślne sfinalizowanie prowadzonej walki. Niemcy mieli co prawda przewagę ogniową ale pomimo tego nie czuli się zbyt pewnie. Przerwali chwilowo ataki oczekując najwidoczniej na wsparcie artylerii.
Zgodnie z pierwotnym planem 1 pułk ułanów miał dalej uderzać od południa na Zambrów wraz z 3 pułkiem szwoleżerów. Krechowiacy powinni atakować po zachodniej stronie szosy szwoleżerowie po wschodniej zmierzając na północ w kierunku miasta. 3 Pułk Szwoleżerów został jednak uwikłany w walkę w rejonie miejscowości Osowiec. Dopóki się tam znajdował nie było sensu uderzać w kierunku Zambrowa tylko jednym pułkiem. Póki co trzymano więc Długobórz Szlachecki i Chłopski jako podstawę do przyszłego natarcia.
W trakcie trwania wymiany ognia między 1 i 4 szwadronem a Niemcami zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Na stanowiska koniowodów i odwód dowódcy pułku uderzył jakiś nowy przeciwnik. Koniowodni spieszyli się z 1:3 na 1:6 i ruszyli do kontrataku. Spłoszone skierowanym w ich stronę ogniem konie, rozpierzchły się w terenie pomimo rozpaczliwych prób ich opanowania. Ppłk Jan Litewski na czele odwodu z visem w dłoni poszedł do kontrataku:
Ułani naprzód, ratować pułk!
Krzyknął dowódca, w ślad za nim ruszył biegiem rtm Jaczyński kilkakrotnie powtarzając słowa pułkownika. Ułani natychmiast poszli do walki rozsypując się w tyralierę na komendę dowódcy 3 szwadronu rtm Zaremby. Szwadron wpadł w las brnąc skokami przez gąszcz w stronę nieprzyjaciela. Już na początku tego kontrataku wykonywanego przez odwód dowódcy. Ppłk Litewski otrzymał trafienie w klatkę piersiową, ciężko ranny w obie nogi serią z rkm-u został natomiast rtm Jaczyński. Rana dowódcy pułku okazała się niestety śmiertelna. Kula przebiła bowiem aortę i pomimo prób udzielenia pierwszej pomocy przez młodszego lekarza plut. podch. Prawko oraz poruczników Filipczuka i Fudakowskiego kilka minut po jej otrzymaniu Ppłk Jan Litewski umarł. Przypuszczalnie pułkownik otrzymał śmiertelne trafienie z tej samej serii która ciężko raniła rtm. Jaczyńskiego. Celowniczy tego rkm-u zginął chwilę później zabity granatem przez rtm. Zarembę. Tragizm całego zdarzenie zwiększa jeszcze fakt, że okazał się on żołnierzem własnej piechoty, która zmyliwszy drogę zeszła z właściwego pasa natarcia i omyłkowo uderzyła na tyły 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Był to II batalion 71 pułk piechoty z 18 DP. Wyczerpenie piechurów w skutek niewyspania i ponoszonych od 11 dni trudów kampanii było tak wielkie, że zupełnie nie reagowali na zawołania Krechowiaków i własnych oficerów by przerwać ogień. Ktoś spośród ułanów zaintonował hymn narodowy. Strzelanina zaczęła stopniowo przycichać, aż w końcu udało się przerwać tę tragiczną bratobójczą walkę.
Dowódcy 1 i 4 szwadronu słysząc toczący się na ich tyłach bój i nie mając łączności z Ppłk Litewskim wycofali swoje siły w rejon miejsca postoju dowództwa pułku koło Wądołek Borowych. Tam wyjaśniła się cała sytuacja. Dowodzenie nad pułkiem przejął rtm Mineyko. Szybko wyłapano konie, które uprzednio pod ogniem piechoty rozpierzchły się w terenie. Punkt zborny pododdziałów pułku wyznaczono w pobliżu lasku na południe od Wądołek Borowych. W trakcie gdy szwadrony dochodziły na wskazane miejsce, część z nich została omyłkowo ostrzelana przez baterię 4 dywizjonu 18 PAL-u. Wkrótce jednak artyleria przeniosła ogień bardziej na północny wschód gdzie batalion piechoty, który wywołał tę tragiczną bratobójczą walkę wdał się w bój z Niemcami. Po przerwaniu ognia pododdziały pułku uporządkowały się na nowo. Rozpoczęto ewakuację rannych i sprzętu z pobojowiska co było niezwykle trudne do zrealizowania gdyż wysyłane patrole były ostrzeliwane tak przez Niemców jak przez własną piechotę. Pomimo tych trudności pułk dopiero na rozkaz dowódcy brygady w należytym porządku opuścił około godzinie 14.00 rejon folwarku Wądołki Borowe odchodząc do lasu na południowy wschód od miejscowości Osowiec. Na wyznaczone miejsce Krechowiacy dotarli około 17.00 transportując na wozie amunicyjnym ciało poległego dowódcy.
Trudno jest jednoznacznie określić straty poniesione przez pułk pod Długobórzem. Wiadomo na przykład, że 1 szwadron nie doliczył się po walce kilkunastu ułanów, 4 natomiast 28, zbliżone straty miały ponieść pozostałe szwadrony. Dążąc jednak do dokładnego ustalenia ich wysokości trzeba pamiętać, że wielu spośród ułanów w przeciągu następnych dni dołączało jeszcze do pułku dlatego też ich precyzyjne określenie jest dość problematyczne. Można się jedynie pokusić o pewne szacunki. Bez większych obaw o pomyłkę straty pułku w tej walce można oceniać na około 40-50 poległych i zaginionych.
Dużo prościej powiedzieć coś dokładniej na temat utraconego sprzętu. Wiadomo, że przepadło jedno działko p-panc. Dołączyło ono do II batalionu 71 p. p. i wraz z nim brało udział w szturmie na Zambrów podczas, którego został on zdziesiątkowany i przestał istnieć. Cała obsługa wspomnianego działka poległa w tej walce. Wiemy też, że na pobojowisku w rejonie Wądołek Borowych oraz Długobórza Szlacheckiego i Chłopskiego pozostała część sprzętu łączności.
Zdawało się, że utracono sztandar, który podczas tragicznego w skutkach pomyłkowego natarcia własnej piechoty wywiózł z pola walki weterynarz pułkowy Henryk Szklarczyk. Przekazał on sztandar gen. Podhorskiemu którego zastał w tym czasie koło miejscowości Osowiec przy 3 pułku szwoleżerów. Generał z kolei przy najbliższej okazji zwrócił go Krechowiakom.
Podczas postoju pułku na południowy wschód od Osowca dołączył do niego 1 pluton 2 szwadronu który w walkach 11 września nie wziął udziału gdyż w nocy przebywał na placówce koło mostu przez rzeczkę Orz leżącego niedaleko miejscowości Gniazdowo. Goniec wysłany z pułku nie dotarł do tego plutonu. Kluczył on sporo czasu zanim z pomocą szwadronu 3 pułku szwoleżerów odnalazł macierzystą jednostkę.
Krechowiacy pod wieczór otrzymali rozkaz przejścia wraz z całą brygadą w nocy do lasów Dąbrowa Wielka. Punktem docelowym dla 1 pułku ułanów był konkretnie las Kamień. Przed wymarszem wypuszczono kilkudziesięciu wziętych do niewoli Niemców. Którzy w drodze tylko by przeszkadzali. Już późną nocą podchodząc do wsi Zalesie Stare ułani napotkali człowieka w mundurze majora który podawał się za oficera ze sztabu SGO „Narew”. Przedstawiwszy się jako major Folwarczny poinformował kawalerzystów, że we wsi napotkają dywizjon pancerny Podlaskiej BK.
Gdy ułani wjechali do Zalesia Starego już na wstępie przywitała ich seria pocisków świetlnych. Rozkazano im jednak nie odpowiadać ogniem. Wołali, więc do załóg czołgów żeby przestały strzelać. Bez skutku jednak, odpowiedziała im jedynie kolejna seria. Kolumna kawalerii rozstąpiła się więc na boki kryjąc się w opłotkach. Wciąż sądzono, że to własne pojazdy strzelające jedynie przez pomyłkę. Wkrótce ulicą przemknęło kilka czołgów. Dopiero gdy minąwszy wieś ostrzelały ją ponownie z broni maszynowej zrozumiano, że to wozy pancerne wroga a osobnik podający się za majora Folwarcznego był szpiegiem. W wyniku ognia czołgów poległ ułan Kniaź z 3 szwadronu. Tylko dzięki panującym ciemnościom udało się uniknąć znacznie większych strat.
12 września nad ranem u łani dotarli w wyznaczone miejsce. Wkrótce przybył tam ppłk Karol Anders i przejął dowodzenie nad pułkiem. Cały ten dzień Krechowiacy spędzili odpoczywając w lesie Kamień. Po południu pułk wszedł do akcji z zadaniem powstrzymania nieprzyjaciela, który od wschodu próbował oskrzydlić Suwalską BK. Kontratak 1 i 2 szwadronu wsparty ogniem 3 baterii 4 DAK-u kpt Sergiusz Pfisterera rozbił prowadzone przez Niemców natarcie. Ułani zniszczyli w tej walce 10 czołgów i samochodów pancernych oraz 2 transportery opancerzone. Wzięli też sporo jeńców. W trakcie trwania tego starcia miał miejsce pogrzeb ppłk Jana Litewskiego niestety ze względu na zaistniałą sytuację uczestniczyła w nim tylko część oficerów pułku i początkowo ułani 4 szwadronu których w trakcie ceremonii odwołano do koni. Podczas boju w rejonie lasu Kamień ułani krechowieccy wykazali się ogromnym hartem ducha i świetnym wyszkoleniem, udowodnili, że pomimo tragicznych skutków walki stoczonej w dniu poprzednim nie załamali się i dowództwo brygady wciąż może na nich liczyć.
O 21.00 pułk opuścił rejon lasu Kamień dokonując w nocy forsownego przemarszu w niezwykle ciężkich warunkach polnymi drogami, niejednokrotnie bardzo blisko oddziałów nieprzyjaciela poprzez miejscowości Łazy, Wilki, Szuby Włościańskie, Krupy, Wojny, Warele. Nad ranem 13 września dotarł w rejon dworu Wyliny-Ruś w pobliżu, którego znajdował się drewniany most prowadzący na drugą stronę rzeczki Mień. Krechowiacy idący w straży przedniej przeszli po nim i około 6.00 godziny dotarli do lasu koło wsi Zanie po czym wystawili czaty ubezpieczając od południa miejsce postoju oraz rejon przeprawy Suwalskiej BK.
Drewniany most prowadzący na północny brzeg rzeczki Mień okazał się zbyt słaby by wytrzymać przejście wszystkich oddziałów. Gdy przejeżdżał po nim zmotoryzowany tabor nastąpiło pierwsze uszkodzenie, które szybko usunął szwadron pionierów. Chwilę później przetoczył się po nim szwadron czołgów rozpoznawczych TK wywołując kolejną usterkę i zator. Sytuacja stała się bardzo poważna gdy od południa nadjechała kolumna czołgów niemieckich z oddziału wydzielonego 10 Dywizji Pancernej. Walkę z nią podjęła czata wystawiona przez 1 pułk ułanów oraz jeden działon 4 DAK-u. Ogień z działek p-panc plutonu por. Filipczuka oraz armaty 75 mm okazał się nadzwyczaj skuteczny rozbijając kolejno 7 czołgów. To ostudziło nieco zapał atakujących, którzy cofnęli się wyładowując na północ od dworu Wyliny Ruś piechotę zmotoryzowaną.
Jak na złość podczas przejazdu samochodu ciężarowego z załadowanym na niego TKS-em nastąpiło kolejne uszkodzenie mostu. Równocześnie Niemcy otworzyli ogień z broni maszynowej do stłoczonych w rejonie przeprawy taborów brygady wzbudzając wśród nich chwilowy popłoch. Wobec niemożności naprawienie po raz kolejny uszkodzonego mostu sytuacja stała się rozpaczliwa. Rzeczka może nie była głęboka ale charakteryzowała się bagnistymi brzegami co bardzo utrudniało przeprawę. Odciętym na południowym brzegu oddziałom udało się jednak szczęśliwie znaleźć bród. W celu osłony przeprawy wyłoniono grupę około 30 ochotników w większości Krechowiaków. Dowództwo nad nimi objął ppor Sołowskiego. Wykonany przez ten improwizowany pluton kontratak spełnił swoje zadanie, Niemcy cofnęli się nie zdając sobie zapewne sprawy z liczebności przeciwnika. W tym czasie wszystkie siły brygady przeprawiły się już na północny brzeg rzeczki Mień. Wracający z akcji pluton pośpiesznie do nich dołączył.
Około 9.00 pułk opuścił las Zanie odchodząc w kierunku lasu północne Kiewłaki. O 12.00 Krechowiacy otrzymali rozkaz zajęcia samej miejscowości i trwania tam w pogotowiu bojowym frontem ku prawdopodobnemu zagrożeniu z południa. W razie walki wsparcie miała im zapewnić 3 bateria 4 DAK-u. Wobec bierności przeciwnika w tym rejonie o godzinie 16.00 odwołano pogotowie bojowe.
Wieczorem w dowództwie brygady zorganizowano naradę, podczas której gen. Podhorski przedstawił sytuację zgrupowania kawalerii „Zaza”. Obie brygady kawalerii SGO „Narew” Suwalska i Podlaska znajdowały się w okrążeniu zapadła, więc decyzja o przebijaniu się. Podlaska BK miała tego dokonać w rejonie Piętkowa. Suwalską BK planowano przejść po osi Wódzki-Zalesie-Wólka Zaleska-Olszewo a następnie do lasów na wschód od miejscowości Myszki Malesie. W razie gdyby któryś z oddziałów utracił łączność z resztą zgrupowania wyznaczono na miejsce zbiórki Puszczę Białowieską ewentualnie Wołkowysk.
O godzinie 21.00 kolumna marszowa Suwalskiej BK z 1 pułkiem ułanów w składzie ruszyła wyznaczoną trasą. W rejonie miejscowości Olszewo idący w straży przedniej 3 pułk szwoleżerów został ostrzelany z broni maszynowej. Szwoleżerowie spieszyli się po czym zaatakowali wieś wyrzucając Niemców z jej zabudowań. Następnie poszli za ciosem kontynuując uderzenie. Okazało się jednak, że tuż za wioską znajduje się kolumna około 60 zaparkowanych pojazdów pancernych. Na atakujących szwoleżerów posypał się grad pocisków niemieckiej broni maszynowej. Stanowiska ogniowe zajęły natychmiast pułkowe działka p-panc oraz 2 bateria 4 DAK-u otwierając ogień do nieprzyjacielskiej kolumny. Mimo, że był on celny unieszkodliwiając kolejne maszyny wroga to jednak jasnym się stało, że trzeba wprowadzić do boju całość sił brygady.
Wkrótce dowódca Suwalskiej BK rozkazał wprowadzić do walki 1 pułk ułanów. Krechowiacy spieszyli się natychmiast odprowadzając koniowody do lasu położonego na zachód od wsi Olszewek. 1 szwadron rtm Mineyki wzmocniony dodatkowo 3 ckm-ami i 1 działonem p-panc zajął stanowiska na lewym skrzydle 3 pułku szwoleżerów celem ubezpieczenia go z kierunku północno zachodniego oraz obserwacji szosy Łapy-Brańsk. 2 szwadron por Barańskiego za wyjątkiem 3 plutonu pozostawionego przy koniowodach oraz 4 szwadron rtm Pietraszewskiego wraz z drużyną ckm i 2 działonami p-panc wzmacniają prawe skrzydło pułku. Próba natarcia czołowego na kolumnę broni pancernej nieprzyjaciela nie przyniosła efektu. Atakujący ułani i szwoleżerowie zalegli pod ogniem broni maszynowej i granatników. Poległ podczas tej walki dowódca 2 szwadronu por Barański trafiony pociskiem działka czołgowego w klatkę piersiową. Jakikolwiek ruch naprzód na centralnym odcinku toczącego się boju groził wykrawieniem się nacierających oddziałów. Wywiązała się intensywna wymiana ognia, straty obu stron gwałtownie rosły. Niemcy nie szczędzili amunicji świetlnej, niebawem Olszewo stanęło w płomieniach. Bron przeciwpancerna obu pułków oraz działony 4 DAK-u zgodnie z relacją bezpośrednich świadków:
Biły w kolumnę jak w bęben
Rozbijając co chwila kolejne pojazdy przeciwnika. Miejsce postoju kolumny znaczyły co raz to nowe płonące wraki. Z drugiej jednak strony stała się ona czymś w rodzaju twierdzy ziejącej w kierunku sił polskich ogniem ckm-ów i działek. Część czołgów niemieckich zaczęła manewrować przed frontem spieszonych kawalerzystów rozwijając się w szyk bojowy. Niemcy wyprowadzili też natarcie na lewe skrzydło brygady, ogień wzmocnionego szwadronu rtm Mineyki przygwoździł ich jednak do ziemi. Na prawym skrzydle sił polskich 4 szwadron rtm Pietraszewskiego wraz z grupą szwoleżerów zaatakował lewą flankę sił niemieckich. Uderzenie to doprowadziło do zajęcia wzgórza z charakterystycznym w okolicy wiatrakiem skąd doskonale było widać siły nieprzyjaciela. W trakcie jego zdobywania Niemcy ponieśli duże straty w ludziach. Według relacji uczestników tych wydarzeń leżało tam wielu poległych w mundurach feldgrau. Po opanowaniu wzgórza szwoleżerowie i ułani uderzyli stamtąd w bok kolumny zaparkowanych pojazdów przeciwnika. Zmasowany ogień broni maszynowej z czołgów i samochodów pancernych uniemożliwił im jednak dalszy ruch. Pozostanie na miejscu również groziło poważnymi stratami. W zaistniałej sytuacji rtm Pietraszewski wycofał swoje siły z powrotem w rejon zdobytego wzgórza skąd prowadziły one dalej walkę ogniową z przeciwnikiem. Wkrótce stanowisko tuż obok 4 szwadronu zajęły dwa działony 4 DAK-u, które oddały około 40 strzałów do widocznego jak na dłoni zgrupowania niemieckiej broni pancernej. Salwy ich dały się przeciwnikowi mocno we znaki gdyż wkrótce skierował on w rejon stanowisk zajętych przez tę półbaterię silny ogień granatników. Płonący nieopodal wiatrak doskonale oświetlał polskie pozycje. Zmusiło to oba działony do wycofania armat pod osłoną plutonu ułanów 1 pułku. Również 4 szwadron rtm Pietraszewskiego wycofał się ze stanowisk w rejonie wzgórza. Jego miejsce zajął będący dotąd w odwodzie 3 szwadron rtm Zaremby mający zadanie oskrzydlić Niemców od wschodu.
Na tym etapie walki dowódca zgrupowania kawalerii „Zaza” zamierzał pod osłoną 3 Pułku Strzelców Konnych przeprowadzić w kierunku wschodnim kolumnę marszową brygady i koniowody walczących pułków przez Olędzkie – Mierzwin - Malesze. Okazało się to jednak niemożliwe gdyż. Dowódca 3 PSK samowolnie odmaszerował ze swym pułkiem w nieznanym kierunku nie zawiadomiwszy o tym nikogo i łącznik z rozkazem już do niego nie dotarł. Na domiar złego odeszła też część koniowodów 1 pułku ułanów.
Dowództwo nad pozostałymi koniowodami pułku przejął por Sołowski. Wysłał on ppor. Wierzbańskiego na poszukiwanie tej ich części, która odeszła za 3 PSK. Byli to koniowodni 2 szwadronu oraz cześć ze szwadronu ckm. Których już nie udało się odnaleźć. Zastane na miejscu pozostałe koniowody pułku por Sołowski odprowadził zgodnie z otrzymanym rozkazem dowódcy pułku do lasu na Zachód od Wólki Zalskiej.
Sytuacja walczącej brygady stawała się coraz cięższa. Atak 3 szwadronu rtm Zaremby próbującego od wschodu oskrzydlić Niemców załamał się w zmasowanym ogniu przeciwnika. Zapanował impas, obie strony zaległy pod ogniem i każda próba ruchu naprzód napotykała silny ogień strony przeciwnej. Szczególnie trudna była sytuacja sił polskich gdyż ich stanowiska były bardzo dobrze oświetlone przez płonące zabudowania wsi i wiatrak na wzgórzu. Intensywna wymiana ognia powodowała duże straty po obu stronach, jednakże Niemcom przybywały posiłki a brygada wykorzystała już posiadane odwody. W tej sytuacji przed 04.00 po około 5 godzinach zaciętej walki gen. Podhorski wydał rozkaz odwrotu. Brygada rozpoczęła wycofywanie się do lasów na południe od Wólki Zaleskiej. Ruch ten osłaniał 1 szwadron rtm Mineyki oraz szwadron z 3 pułku szwoleżerów dowodzony przez rtm Krzyżanowskiego. Widząc co się dzieje Niemcy ruszyli do natarcia na odcinku 1 szwadronu ale rtm Mineyko przeprowadził kontratak odrzucając ich na pozycje wyjściowe. Odwrotu dokonywano w niezwykle ciężkich warunkach, wśród płonących zabudowań Olszewa i pod zmasowanym ogniem nieprzyjaciela. Dzięki zdecydowanej postawie ułanów i szwoleżerów prowadzących działania osłonowe udało się go przeprowadzić. Jednakże w panujących warunkach rozkaz o wycofaniu się nie dotarł do wszystkich pododdziałów. Z 1 pułku ułanów po bitwie na miejsce zbiórki w lesie na południe od Wólki Zaleskiej nie dotarli koniowodni szwadronu ckm i 2 szwadronu, 2 pluton z tego szwadronu, 4 szwadron rtm Pietraszewskiego, pluton łączności oraz większość szwadronu gospodarczego. Rozkaz odwrotu jak się okazało do tych pododdziałów nie dotarł i w zaistniałej sytuacji nie wiedząc gdzie wycofała się brygada większość z nich ruszyła w kierunku Wołkowyska.
Nieprzyjaciela próbującego początkowo ścigać odchodzące na południe siły polskie zatrzymał w rejonie miejscowości Kiewłaki ogień 4 Dywizjonu Artylerii Konnej. Niemcy nie próbowali już dalszego pościgu. Jednostką z którą przyszło walczyć Suwalskiej BK w nocy z 13 na 14 września była 3 Dywizja Pancerna z XIX korpusu pancernego Guderiana. Był to więc przeciwnik dysponujący znacznie większą od pułków brygady liczebnością i siłą ognia. Pomimo tego szwoleżerowie, ułani i artylerzyści konni zadali w tej walce ciężkie straty. Rozbito ponad 20 czołgów i samochodów pancernych oraz kilkadziesiąt ciężarówek, ciągników i motocykli. Relacje naocznych świadków tamtejszych wydarzeń mówią o tym, że na polu bitwy pod Olszewem jeszcze przez długi czas zalegały wraki około zniszczonych 100 pojazdów różnego typu. Niemcy ponieśli również duże straty w ludziach, mieli około 70 zabitych i znacznie większą ilość rannych. Straty poniesione przez brygadę w ludziach wyniosły również około 70 zabitych. Liczba rannych nie jest już dziś możliwa do ustalenia ale z pewnością było ich wielu. Nie ma również możliwości ustalenia jakie konkretnie straty poniósł 1 pułk ułanów. Na podstawie dostępnych relacji można jedynie szacować straty poniesione przez całość brygady. Jeśli chodzi o zniszczony bądź uszkodzony w toku walki sprzęt to wspomnieć trzeba w tym wypadku o armatce p-panc w, której awarii uległ oporopowrotnik. Po boju w rejonie Olszewa pluton przeciwpancerny 1 pułku ułanów miał więc już tylko dwa sprawne działka. Z pośród środków wsparcia ogniowego utracono również dwie armaty 4 DAK-u. Analizując wynik tej nocnej bitwy trudno nie odnieść wrażenia że była to walka bez zwycięzcy. Suwalska BK nie zrealizowała postawionego przed nią zadania jakim było wybicie się w okolicach Olszewa z okrążenia. Z drugiej strony Niemcy co prawda nie dopuścili do przebicia się sił polskich ale ponieśli przy tym straty nieadekwatne do posiadanej przewagi. Biorąc pod uwagę, że zostały one zadane przez przeciwnika słabszego liczebnie i dysponującego znacznie mniejszą siłą ognia oraz uświadomiwszy sobie, że brygada znalazła wkrótce inne wyjście z kotła trzeba jasno stwierdzić iż bój ten był również niepowodzeniem dla Niemców.
14 września oddziały 1 pułku ułanów spożytkowały na dokarmienie ludzi i koni we wsi Jośki oraz odpoczynek w lasach na północ od tej miejscowości. Oddziały pozostawiły wówczas pod opieką mieszkańców Hodyszewa swoich rannych.
Następnego dnia pułk przeszedł reorganizację. Ułani z plutonu kolarzy uzupełnili stany w szwadronach liniowych przesiadając się z powrotem na konie gdyż rowery zupełnie się nie sprawdzały na piaszczystych drogach gruntowych. Nadwyżki koni ze szwadronów oraz konie taborowe zostały przydzielone do 2 szwadronu którego koniowodni nie odnaleźli się po bitwie. CKM-y porozdzielano drużynami w każdej dwie sztuki między szwadrony. Do pułku przydzielono samodzielny pluton ckm Suwalskiej BK ppor Szylera. W dniu tym Krechowiacy szli w straży przedniej brygady. Maszerowano przez miejscowości.Liza Stara – Filipy – Samułki.
Rankiem 16 września pułk dotarł do Strabla gdzie osłaniał przejście brygady przez Narew. Po wykonaniu zadania ściągnięto czaty udając się następnie na kwatery w miejscowości Doktorce.
17 września o godzinie 02.00 w nocy 1 pułk ułanów wyruszył w składzie północnej kolumny brygady, która przeszło pięć godzin później dotarła do szosy Białystok Bielsk – Podlaski. Jej przekroczenia ubezpieczały na północ od Zabłudowa 2 plutony Krechowiaków wzmocnione bronią przeciwpancerną. W trakcie wykonywania tego zadania ułani zniszczyli dwa patrole niemieckie pancerny i motocyklowy sunące drogą. Należały one do brygady „Lotzen”. Po południu, gdy polskie zgrupowanie wyszło z lasu na otwartą przestrzeń zostało ostrzelane z broni pokładowej przez eskadrę samolotów wroga. Miało to miejsce w rejonie folwarku Hieronimowi. Oddziały szybko zastosowały się do zasad biernej obrony przeciwlotniczej rozsypując się w luźne ugrupowanie. Równocześnie otworzono do atakujących samolotów ogień z broni maszynowej. Ostrzał nie doprowadził wprawdzie do zestrzelania którejś z maszyn, ale po drugim ataku samoloty odleciały. Godzinę później zebrano wszystkie pododdziały kolumny w lesie koło folwarku. Zgrupowanie ruszyło w dalszą drogę dołanczając do południowej kolumny brygady w lasach na wschód od Michałowa.
Nie dołączyła już niestety kolumna sanitarna która nad ranem zdecydowała się jechać dogodniejszą dla samochodów z rannymi trasą. W lasach na południe od Rafałówki pojazdy utknęły w błocie. Unieruchomioną kolumnę ostrzelali Niemcy pociskami zapalającymi pomimo widocznych znaków czerwonego krzyża niszcząc ją zupełnie. Sanitariuszom Suwalskiej BK dowodzonym przez jej naczelnego lekarza mjr. lek. med. dr Józefem Leszkowiczem udało się dzięki energicznemu działaniu wyciągnąć ciężko rannych z płonących samochodów. W wyniku poparzeń doznanych podczas akcji ratunkowej mjr Leszkowicz zmarł. Uratowano wówczas między innymi rtm Jaczyńskiego ciężko rannego w obie nogi podczas walk toczonych przez pułk 11 września. Rotmistrz wraz z innymi oficerami i żołnierzami brygady znajdującymi się również w ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala w Białymstoku.
Wróćmy jednak do dalszych działań 1 pułku ułanów. O zmroku z lasów koło Michałowa ruszył pułk w dalszą drogę jako straż przednia brygady. Krechowiacy mieli już za sobą od rana 50 km po bezdrożach a czekało ich tej nocy jeszcze kolejne 30 km do Jałówki będącej punktem docelowym. Dalszy marsz odbywał się w jeszcze gorszych warunkach przez rozmiękły w wyniku padającego deszczu miejscami bagnisty teren. Punkt docelowy osiągnięto 18 września nad ranem. Podczas postoju w rejonie Jałówki dotarła do oddziałów wiadomość o przekroczeniu dzień wcześniej przez armię czerwoną granic Polski. Cały dzień oddziały pułku odpoczywały po trudach 24 godzinnego 80 kilometrowego marszu przez bezdroża. Po 15.00 z Jałówki Krechowiacy przechodzą do wsi Hrynek w której teren stwarzał lepsze warunki w razie walki z bronią pancerną nieprzyjaciela. Koło północy 1 pułk ułanów dotarł na nocleg do wsi Michałki Małe.
19 września o godzinie 04.00 Krechowiacy wraz z całą brygadą ruszyli w stronę Białowieży. Pułk maszerował przez Hrynki Wielkie, Dobrowolę i Cichowolę by nazajutrz w południe dotrzeć do Białowieży. W samym mieście dotarły do niego koniowody i jedna sekcja szwadronu ckm oraz sporo mniejszych grupek ułanów, którzy odłączyli się od pułku po boju w rejonie Olszewa.
W Białowieży pułk podobnie jak i cała brygada przeszedł reorganizację. Ułanów którzy dołączyli do pułku wraz z końmi porozdzielano między poszczególne szwadrony w celu uzupełnienia stanów. Rozformowano pluton działek p-panc rozdzielając dwa pozostałe działka między 1 i 2 szwadron. Dotychczasowy dowódca plutonu ppor Filipczuk otrzymał 2 szwadron. Ppor Burlingis powrócił na stanowisko dowódcy 2 plutonu 2 szwaronu. St, wchm Kusiński został szefem tegoż szwadronu. Z nadwyżek ułanów powstałych w skutek braku koni sformowany został szwadron pieszy pod dowództwem por Malanowskiego wzmocniony sekcją ckm, pododdziałe ten marsze odbywał na podwodach. 1 Pułk Ułanów Krechowieckich wszedł teraz w skład Brygady Kawalerii „Edward” która była częścią powstałej w Białowieży Dywizji Kawalerii „Zaza”. Postój w Białowieży był najdłuższy od początku kampanii. Ułani wykorzystali ten czas na czyszczenie koni i wyposażenia oraz odpoczynek.
Jeszcze 20 września pułk wysłał 3 szwadron ppor Fudakowskiego w celu rozpoznania Kamienia Litewskiego oraz Wysokiego Mazowieckiego.
21 września o godzinie 8.00 pułk wyruszył w dalszą drogę. Sześć godzin później dotarł do miejscowości Teresin gdzie zatrzymał się na postój. Podczas jego trwania powrócił podjazd ppor Fudakowskiego który zameldował że koło Kamienia Litewskiego został zaskoczony przez broń pancerną nieprzyjaciela. Szwadron wycofał się przy stracie 5 ułanów ale zadanie wykonał odkrywając że Kamień Litewski oraz Wysokie Litewskie są silnie obsadzone przez broń pancerną nieprzyjaciela. Były to odziały XIX korpusu pancernego Guderiana.
Nazajutrz 22 września o godzinie 03.00 w nocy Krechowiacy wyruszyli w dalszą drogę. Pułk szedł początkowo w straży przedniej. Niebawem dotarł do miejscowości Kalenkowicze. Okazało się, że wieś jest obsadzona przez Niemców. W celu jej opanowania uderzył najpierw od wschodu 3 PSK opanowując skraj miejscowości. Wykorzystując tę sytuację 1 pułk ułanów zaatakował wieś od zachodu zdobywając ją po krótkiej walce. Krechowiacy zniszczyli samochód pancerny, ciężarówkę i motocykl zabijając przy tym kilku Niemców a kilkunastu biorąc do niewoli. Jeńcy twierdzili że są z 2 Dywizji Piechoty Zmotoryzowanej. Po opanowaniu opustoszałych Kalenkowicz, których ludność uciekła w lasy wieś spalono za jawne oznaki kolaboracji. Cała bowiem miejscowość przybrana była w czerwone flagi oraz bramy z hasłami witającymi armię czerwoną.
BK „Edward” mogła ruszyć dalej w stronę miejscowości Czeremcha. W marszu tym 1 pułk ułanów ubezpieczał od południa skrzydło kolumny marszowej. Podczas wykonywania tego zadania 2 szwadron ppor Filipczuka umiejętnie wykorzystując ukształtowanie terenu zniszczył kilka pojazdów pancernych przeciwnika, które podczas patrolowania okolicy ukazały się na stokach okolicznych wzgórz.
Podchodząc do Czeremchy kolumna brygady została ostrzelana z lasu. Na nieprzyjaciela uderzył wówczas 3 szwadron ppor Fudakowskiego rozbijając go zupełnie. Kolumna pojechała dalej wchodząc wkrótce do lasów nadleśnictwa Nurzec. Późnym wieczorem Krechowiacy stanęli na postój ubezpieczony we Wsi Werpol.
W miejscowości tej pozostali również przez cały następny dzień. 23 września wysłano jedynie pluton ułanów wzmocniony ckm-em i działkiem przeciwpancernym. Celem było zadanie strat i wywołanie zamieszania wśród niemieckich oddziałów zmotoryzowanych poruszających się po szosie Wysokie Litewskie – Siemiatycze. W efekcie akcji zniszczono motocykl i jeden samochód uszkodzając dwa. Kiedy w rejon działań ułanów podjechało kilka ciężarówek z których wysypała się piechota przeciwnika rozpoczynając regularne natarcie, pluton na rozkaz swego dowódcy cofnął się bez strat.
Dnia 24 września rankiem por Warnke udał się z plutonem ułanów na podobną misję jak ppor Rymaszewski ale bez efektu pluton jego wycofał się nie ponosząc strat i samemu ich nie zadając. O godzinie 17.00 gdy pułk wraz z całą brygadą dotarł do szosy Wysokie Litewskie – Siemiatycze 1 szwadron ubezpieczał całe zgrupowanie podczas jej przekraczania. Podczas wykonywania zadania nadjechały dwa niemieckie samochody pancerne, które po pierwszych strzałach z polskiej strony zaczęły się wycofywać, działon p-panc który akurat odprzodkował armatkę oddał za nimi parę strzałów z których jeden trafił w tył pojazdu ten jednak pojechał dalej. Później nikt już nie niepokoił oddziałów brygady przekraczających szosę. Szwadron jeszcze przed odejściem wraz z pionierami zrobił zawały leśne i poprzecinał kable telefoniczne. Wieczorem 1 pułk ułanów przeprawił się w rejonie Niemirowa przez Bug by dotrzeć do miejscowości Bubel Stary na nocleg.
Następnego dnia od rana do południa ułani czyścili broń, wyposażenie i rzędy. O godzinie 14.00 pułk wyruszył w stronę miejscowości Biała. Jadąc w wyznaczone miejsce dowiedziano się, że są tam już sowieci. Wobec tego zmieniono punkt docelowy na wioskę Burwinie do której przybyto około godziny 24.00.
Cały dzień 26 września spożytkowano podobnie jak pierwszą połowę poprzedniego na czyszczenie broni, wyposażenia i rzędów. Jako że pułk utracił już w toku wcześniejszych działań kuchnię polową, ułani żywili się na kwaterach goszczeni przez miejscową ludność. Tego dnia wysłano tylko patrole z których jeden został zatakowany w miejscowości Porosiuki przez placówkę sowiecką, podczas wymiany ognia rannych zostało dwóch polskich kawalerzystów. Inne patrole stwierdziły że; do Białej Podlaskiej wkroczyły duże siły sowieckie z których część skierowała się w stronę Międzyrzeca z kąd wycofali się Niemcy, w Radzyniu nie było tego dnia żadnych obcych wojsk, Parczew też był jeszcze wolny tylko sporadycznie mijały go niemieckie patrole zmotoryzowane. Ważną wiadomością było stwierdzenie obecności w rejonie Włodawy grupy wojsk gen. Kleeberga.
27 września rankiem 1 pułk ułanów opuścił Burwin. Tego dnia kawalerzyści przejechali około 40 km przez Witroz, Komarówkę Podlaską, Rudno, Parczew. Wieczorem dotarli do wsi Dębowa Kłoda gdzie zatrzymali się na noc. W miejscowości tej nastąpiło spotkanie z ewakuowanymi z Augustowa rodzinami oficerów i podoficerów pułku. Od nich Krechowiacy dowiadują się m. in. o tym, że; Prezydent i Naczelny Wódz przekroczyli granicę z Rumunią, pod Zamościem rozbito duże siły polskie a Lwów został zajęty przez sowietów. Sołtys wioski przekazał ułanom 1 rkm kilkanaście, karabinków, kilkadziesiąt granatów ręcznych oraz dużą ilość amunicji pozostawione przez przechodzące tamtędy wcześniej luźne grupki żołnierzy z rozbitych oddziałów.
28 września o świcie pułk wraz z całą DK „Zaza” wyruszył w stronę Ostrowa Lubelskiego. Ułani mijali ciągle idących w przeciwną stronę żołnierzy różnych rozbitych oddziałów wracających już z reguły bez broni do swych domów. Docierając do Ostrowa pułk zastał już tam wysłanych wcześniej zwiadowców, którzy rozpoznali przeprawy na Wieprzu. Dzięki nim dowiedziano się o zniszczeniu wszystkich mostów na rzece oprócz jednego w rejonie Lubartowa, który był silnie obsadzony przez oddziały niemieckie. Wedle relacji zwiadowców wszystkie brody na rzece aż do Spiczyna również mocno trzymał przeciwnik. Jedynie bród w Kijanach był przez Niemców słabo strzeżony i właśnie tam gen. Podhorski skierował BK „Edward”. Wymarsz z Ostrowa nastąpił koło południa. W straży przedniej brygady szedł 1 pułk ułanów. Późnym wieczorem pułk przechszedł przez bród na zachodni brzeg Wieprza. Krechowiacy szybko zajęli Spiczyn przepędzając napotkany niemiecki patrol. W krótce od strony koloni Stawek nadjechał samochód pancerny, został jednak zmuszono do odwrotu ogniem z działka przeciwpancernego. 1 szwardron rtm Mineyki został natychmiast skierowany do Kijan gdzie ubezpieczył bród oczekując na 3 pułk szwoleżerów mający wkrótce miał do niego dołączyć. Natomiast 2 szwadron ppor Filipczuka obsadził zachodni skraj Spiczyna. We wschodniej części wsi stanął odwodowy 3 szwadron zaraz za nią 3 bateria 4 DAK-u kpt Pfisterera. Działko p-panc zajęło stanowisko przy pobliskim skrzyżowaniu z zadaniem niszczenia wszelkich pojazdów pancernych nieprzyjaciela pojawiających się z kierunku wsi Łuszczów. Koniowody pułku ukryto w dolinie rzeki Wieprz za skarpą w rejonie Spiczyna.
Pod osłoną ciemności i korzystając z biernej postawy przeciwnika ułani okopali się na swoich stanowiskach. 29 września rano Niemcy rozpoczeli natarcie na stanowiska pułku w Spiczynie i Kijanach. Obydwa ataki załamały się jednak w ogniu polskiej obrony. Po południu nieprzyjaciel dwukrotnie ponawiał uderzenie na odcinku 2 szwadronu poprzedzając je silnym ogniem z granatników. W obu przypadkach Niemcy ponieśli tylko straty nic nie osiągając, rtm Filipczuk miał w wyniku tych prób przeciwnika na swoim odcinku jednego ciężko rannego ułana. Prowadzone równolegle ataki na Kijany również zostały odparte. Około 14.00 Niemcy zaatakowali ponownie tym razem przy wsparciu baterii dział 150 mm której pociski trafiły wieżę kościelną w Kijanach wywołując jej pożar. Znakomicie spisała się jednak 3 bateria 4 DAK-u, której ogień dwukrotnie zmusiła artylerię przeciwnika do zmiany stanowisk. W końcu i te natarcia załamują się. Wydawało się, że obie miejscowości a co się z tym wiąże i przeprawa przez Wieprz pozostaną tego dnia w polskich rękach. Jednakże około godziny 16.00 przyszedł rozkaz odwrotu z powrotem na wschodni brzeg rzeki. Wiązało się to bezpośrednio z podporządkowaniem DK „Zaza” Samodzielnej Grupie Operacyjnej „Polesie” gen. Kleeberga. Odwrót odbywał się w ciężkich warunkach pod ogniem baterii dział nieprzyjaciela, która wstrzeliwała się mocno w bród znajdujący się niedaleko dawnego młyna koło Kijan. Tylko dzięki rozluźnieniu na czas szyku uniknięto dużych strat. Podczas przeprawy ranny został Ppłk Anders i kilkunastu ułanów. Ogółem walki o Spiczyn i Kijany były sukcesem strony polskiej. Odparto bowiem wszystkie ataki przeciwnika, jakim była w tym przypadku 4 Dywizja Piechoty zadając mu przy tym spore, choć trudne dziś do precyzyjnego ustalenia straty. Liczbę zabitych w podczas tych walk po stronie niemieckiej można szacować na równowartość mniej więcej kompanii piechoty. Ułani mieli tego dnia kilkunatu rannych.
1 pułk ułanów po przejściu brodu ruszył przez Nową Wolę i Wólkę Zabłocką do Berlejowa gdzie zatrzymał się na popas. 30 września o godzinie 04.00 Krechowiacy udali się w dalszą drogę maszerując w straży przedniej brygady. W rejonie miejscowości Niedźwiada napotkali patrol niemieckiej 4 Dywizji Piechoty złożony z 2 samochodów pancernych i 2 motocykli. Ułani w szyku pieszym uderzyli na ten oddziałek wroga rozbijając go w krótkiej walce. Oba samochody pancerne i motocykle zniszczono. Wzięto trzech jeńców reszta żołnierzy wroga poległa. Koło południa całość BK „Edward” dotarła do rejonu Tarkawica-żurawieniec. Przy czym 1 pułk ułanów obsadził Żurawieniec ubezpieczając od strony Wieprza miejsce postoju brygady. Jeden z mieszkańców Tarkawicy wskazał ułanom miejsce ukrycia broni przez przechodzące tamtędy wcześniej oddziały polskie. Wykopano jeden ckm wz. 30 oraz amunicję do niego.
1 października pułk wjechał do Tarkawicy i ubezpieczył tamtejszą przeprawę od południa. Wieczorem otrzymał rozkaz zniszczenia mostu i dołączenia do reszty brygady w Talczynie. Zadanie zostało wykonane i około północy Krechowiacy osiągnęli punkt docelowy.
W rejonie Tarczyn-Wólka pułk przebywał przez cały następny dzień wraz z resztą BK „Edward” która stanowiła odwód dowódcy DK „Zaza”. Wieczorem 2 października
Rano 3 października BK „Edward” ruszyła do miejscowości Bielany. Wkrótce artyleria przeciwnika zaczęła ostrzeliwać 1 pułk ułanów i 3 pułk szwoleżerów. Pułki spieszyły się odprowadzając koniowody do lasu niedaleko folwarku Czarna. W odwodzie stanął 3 PSK. W południe oba pułki otrzymały rozkaz rozpoczęcia natarcia na pozycje niemieckie w rejonie miejscowości Poznań. Szwoleżerowie i ułani rozwinięci w tyralierę wkroczyli do pobliskiego lasu nie niepokojeni przez wroga niczym za wyjątkiem niezbyt celnego ognia artylerii. Po pokonaniu około 2 km atakujący zatrzymali się na skraju lasu. Przed ich oczyma ukazała się obszerna polana na której stała bateria niemieckiej artylerii widoczna jak na dłoni. Obsługi dział nawet nie spostrzegły czającego się zagrożenia. Kawalerzyści ustawili na stanowiskach 12 ckm-ów oraz działka p-panc. Chwilę później 1 pułk ułanów i 3 szwoleżerów otworzyły do nieprzyjaciela gwałtowny ogień z całej posiadanej broni. Wśród niemieckich artylerzystów wybuchła panika większość z nich w krótkim czasie poległa. Dwa działa zaskoczonej baterii zostały rozbite strzałami z polskich armatek p-panc. Nie było jednak dane ułanom i szwoleżerom rozbić przeciwnika całkowicie. Wkrótce zabrakło amunicji do ckm-ów a na domiar złego Niemcy obłożyli skraj lasu zajmowany przez obydwa polskie pułki ogniem innej baterii która znajdowała się poza ich zasięgiem i widocznością. O bezcelowości dalszego natarcia zaważył ostatecznie fakt zatrzymania przez Niemców wzdłuż szosy Serokomla Kock natarcia polskiej 50 DP względem którego działanie 1 pułku ułanów i 3 pułku szwoleżerów było jedynie akcją pomocniczą. W zaistniałej sytuacji niemiecka 13 DP-Zmot mogła skierować znaczniejsze siły do walki z BK „Edward”. Oba pułki odprowadzane ogniem niemieckiej artylerii cofnęły się więc na pozycje wyjściowe po czym dosiadłszy koni ruszyły w stronę Józefowa dokąd dotarły koło godziny 18.00. Pomimo że nie zrealizowano do końca powziętych planów i Krechowiacy wraz ze szwoleżerami zmuszeni zostali do odwrotu to jednak ich działania tego dnia były bez wątpienia sukcesem, choć niepełnym. Mając do dyspozycji niewystarczającą ilość amunicji zadali nieprzyjacielowi duże straty w ludziach i sprzęcie. Ogień niemieckiej artylerii wprawdzie przyczynił się do zaniechania dalszego natarcia ale tak naprawdę nie zadał Polakom dużych strat. Miał raczej znaczenie psychologiczne, zniechęcił atakujących do dalszego ruchu naprzód, gdyż ten wiązał by się z niepotrzebnymi stratami. Zresztą w skutek zatrzymania 50 DP dalsze natarcie jak już wspomniałem nie miało sensu.
Jeszcze tego samego dnia około godziny 22.00 pułk doszedł z pod Józefowa do Grabowa Szlacheckiego.
Nazajutrz 4 października pułk niszczy ogniem działek p-panc dwa samochody niemieckie nadjeżdżające od strony Ryk. Krótko po tym zdarzeniu przechodzi wraz z 3 szwoleżerów do miejscowości Lipiny. W trakcie postoju we wsi ułani rozbijają samochód pancerny nieprzyjaciela, który próbował się do niej wedrzeć. Wieczorem 1 pułk ułanów wspierał w drugim rzucie uderzenie 3 pułku szwoleżerów, przedłużając wspólnie z nim prawe skrzydło I batalionu 184 p. p. atakującego Wolę Gułowską. Około godziny 21.00 ułani zostali zluzowani na swoich stanowiskach przez piechotę. Oba pułki powróciły do swych koni w rejonie Lipin. Następnie późnym wieczorem 1 pułk ułanów udał się na kwatery do Urszulina.
Rano 5 października w związku z odbiciem Helenowa przez piechotę z 60 DP BK „Edward” przeszła z lasu Janówek do lasu Niedźwiedź. Położona w pobliżu wieś o tej samej nazwie została odbita z rąk Niemców przez jeden z batalionów piechoty polskiej. Wsparcia strzelcom w tej walce udzieliły działka p-panc 1 pułku ułanów, które ogniem z lasu rozbiły kilka samochodów pancernych nieprzyjaciela próbujących wedrzeć się do wsi.
Była to ostatnia walka kampanii jesiennej w której wzięli czynny udział Krechowieccy Ułani. Jeszcze tego samego dnia pułk maszerował wraz z brygadą przez Budziska do Charlejowa z tamtąd wspólnie z 3 szwoleżerów miał uderzyć na tyły Niemców. Natarcie jednak nigdy nie zostało przeprowadzone. Tuż przed rozpoczęciem odwołano je wycofując brygadę do Lipin. Na miejsce docelowe pułk przyjechał o godzinie 22.00 spędzając w lesie koło wioski ostatnią noc kampanii wrześniowej.
Rano 6 października do kwaterujących w rejonie Lipin Krechowiaków doszła wiadomość o kapitulacji grupy wprawiając wszystkich w nastrój głębokiego przygnębienia. Ułani zakopali lub zniszczyli posiadane uzbrojenie. Jedynie dla utrzymania pozorów pozostawili parę szabel i dwa uszkodzone kbk na sekcję. Broń tę złożyli przed Niemcami w rejonie Konorzatki. Dalej pomaszerował pułk w stronę dworu Gułów gdzie kazano ułanom rozsiodłać konie i wypuścić na ogrodzony majdan. Widząc, że wierzchowce zaczynają się gryźć Niemcy nakazali ponownie je osiodłać co też uczyniono ruszając dalej w stronę miejscowości Przytoczno. Tam ostatecznie rozsiodłano konie przekazując je Niemcom. Gdy to nastąpiło Niemcy zebrali ułanów na środku polany oświetlonej reflektorami stojących w koło samochodów. Oficerów natomiast załadowali na samochody i wywieźli w kierunku Dęblina. Tak zakończyła się dla 1 Pułku Ułanów Krechowieckich kampania wrześniowa. Podczas jej trwania żołnierze pułku wzięli udział w 22 bitwach i potyczkach, 18 z nich zostało uwieńczonych sukcesem, 2 zakończyły się niepowodzeniem a 2 starcia należy uznać za nierozstrzygnięte. W walkach tych pułk zadał Niemcom znaczne straty zwłaszcza w sprzęcie. Krechowieccy ułani zniszczyli bowiem ponad 30 czołgów i samochodów pancernych, 6 dział, około 50-60 samochodów różnych typów oraz motocykli. Trudne do ustalenie są straty w ludziach jakie pułk zadał Niemcom. Można je najprawdopodobniej szacować na około 400-450 zabitych. Krechowiacy wzięli również w toku całej kampanii około 70 jeńców. Straty własne 1 pułku ułanów wyniosły około 150-200 poległych oficerów i żołnierzy.
Kampania wrześniowa nie stanowiła jak by się mogło wydawać kresu istnienia pułku. Odrodził się on w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie w ramach których kontynuował walkę z Niemcami aż do ostatecznego zwycięstwa.

Daty dzienne oraz miejsca bitew i potyczek stoczonych przez 1 Pułk Ułanów Krechowieckich w kampanii wrześniowej 1939 r.:
2/3 września Kechlensdorf i Awersberg
10 września Choromany Witnice, Piski
11 września Długobórz Szlachecki, Długobórz Chłopski, Wądołki Borowe, Zalesie Stare
12 września Las Kamień
13.września Wyliny Ruś
13/14 września Olszewo
17 września Zabłudów
21 września Kamień Litewski
22 września Kalenkowicze, Czeremcha
23 września Wysokie Litewskie-Siemiatycze
24 wrzenia Wysokie Litewskie-Siemiatycze
26 września Porosiuki
28-29 września Spiczyn-Kijany
30 września Niedźwiada
3 październik Poznań
4 październik Lipiny, Helenów, Niedźwiedź

Bibliografia:
- Teki Bolesława Jana Kukiełki, Numery 1-6
- Podhorski Z., Tak Zapamiętałem…: wspomnienia i dokumenty ( od 13 marca do 10 października 1939 ), Grudziądz 2002
- Krogulec G., 1 Pułk ułanów Krechowieckich, Pruszków
- Królikowski B., Ułańska Jesień, Lublin 2002
- Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej, Londyn 1951
- Skłodowski K., 3 Pułk Szwoleżerów Mazowieckich im. Płk Jana Kozietulskiego
- Wykaz maści koni w pulkach kawalerii w okresie 1934-39 r., ze specjalnym uwzględnieniem kampanii wrześniowej, Przegląd Kawalerii i Broni Pancernej, T. 4, numer 27
- Liszewski Cz., W marszu i w walce, Białystok 1990

Tekst powyższy nie dotyczy oddziałów które odłączyły się od pułku w toku działań wojennych oraz szwadronu marszowego, szwadronu zapasowego i nadwyżek mobilizacyjnych. Wszystkim tym pododdziałom pułku będzie poświęcony oddzielny tekst dotyczący Rezerwowej BK Wołkowysk i jej walkom z armią czerwoną.

Tekst: Andrzej Mostowski
Wszelkie prawa zastrzeżone!